Matylda Sałajewska promuje nietypowo Śląsk w Warszawie
Kluski śląskie jako fotel, węgiel tuszem do rzęs, a dymiące kominy widnieją zamiast palm na hawajskiej koszuli. Taka niezwykła wystawa przykuwa od kilku dni uwagę warszawiaków.
Wystawa "My som stond", stworzona przez awangardową śląską artystkę Matyldę Sałajewską, nawiązuje do specjalnego audiobooka, czyli książki do słuchania i czytania, w którym znane postacie polityki, literatury, sztuki, sportu, mediów i religii mówią o wartościach ziemi śląskiej i ich przyszłości. Piszą lub mówią w audiobooku m.in. Leszek Balcerowicz, Jerzy Buzek, Janina Ochojska, Jan Miodek, Wojciech Kilar, Kazimierz Kutz, Wojciech Kuczok, Mariusz Czerkawski.
Do stworzenia wystawy w ruch poszły głównie balony, kartony, papier. Witryna "Sezamu" jest multimedialna: pełna zdjęć, filmów i grafik. Przestrzeń wystawy została zagospodarowana przez tradycyjne śląskie gadżety w nowej roli: wygodny fotel z kluski śląskiej, obcisła, seksowna sukienka w kształcie komina, czy węgiel służący jako poduszka.
Ale to nie wszystko. W przyszłości wszystkie prezentowane gadżety, meble, kosmetyki i stroje będzie można kupić. Organizatorzy zapowiadają powstanie specjalnego śląskiego sklepu internetowego, gdzie designerzy i projektanci będą wystawiać na sprzedaż swoje prace o silesiańskim rodowodzie.
- Co to ma być? - pyta z oburzeniem starsza pani, która dostrzegła wyjątkową wystawę. - Jakieś dziwadła znów wymyślili.
Odmienne zdanie mają ludzie młodzi. - Na początku nie wiedziałam, co przedstawia się w witrynie sklepu - komentuje Agata, studenta Politechniki Warszawskiej. - Teraz widzę, że to Śląsk. Przemawia do mnie, tak powinny wyglądać też komercyjne witryny sklepowe.
- Warszawska wystawa jest elementem promocyjnym większej inicjatywy, jaką jest audiobook "My som stond" - mówi MM-ce Marta Stach, rzecznik prasowy projektu. - Młodzi artyści chcieli zainteresować Warszawę symbolami i wartościami Śląska. Wiadomo, co stolica to stolica.
Warto się spieszyć, by zobaczyć śląską witrynę "Sezamu". Projekt będzie tam widniał tylko do końca tego tygodnia. - Możliwe, że wystawa zostanie w Warszawie, może stanie się nawet stałą ekspozycją albo na kilka kolejnych miesięcy zostanie przy Marszałkowskiej - zapowiada Marta Stach. - Szczegóły są jeszcze ustalane.